Miłość do sztuki to pragnienie, za którym siostry Mancewicz goniły przez całe życie. Grać w teatrze (Danuta), tańczyć na scenie (Halina). Obie niskiego wzrostu (1,50 w kapeluszu), ale wielkiego ducha, łokciami rozbijały patriarchalne obyczaje, by robić swoje.  Maluśkie, zupełnie jak ich babka ziemianka, którą właśnie tak nazywały – od najmłodszych lat miały ogromny apetyt na życie. Wiedziały, że  muszą wziąć los w swoje ręce i pchać życie do przodu, by ono jak porywisty koń, nie zawiozło je tam, gdzie nie chcą. Czuły, że muszą sobie wszystko samodzielnie wytupać. Robiły to konsekwentnie, mimo ówczesnym obyczajom, kiedy miejsce kobiety było przy mężu. To nie dla nich! Z wielkim uporem i pracowitością realizowały swoje marzenia i nawet trudna sytuacja polityczna kraju: międzywojenne lata, wojna, Powstanie Warszawskie i komunizm – nie były w stanie odwieść ich od obranego w młodości celu. Swoje przeznaczenie, pasję do sztuki traktowały jak religię.  Potrafiły spędzić kilka miesięcy, pracując za najniższe stawki, gdzie mogły wykonywać też męskie zawody: reżyserię i choreografię, bo to dawało im szczęście. Sztuka był ich priorytetem, widziały w niej coś w rodzaju posłannictwa, misji do spełnienia.

Sztuka ratuje ze stanów depresyjnych, wszelkich załamań psychicznych i stawia na nogi, gdy było nam źle, smutno czy samotnie. Choć niestety ładne nie jesteśmy, nie jesteśmy też brzydkie. Dlatego musimy mieć bezwzględnie życie pełne sensu i treści.

Siostry przez całe życie pisały pamiętniki od 1927 roku do późnych lat 90 (ponad 100 zeszytów z archiwalnymi zdjęciami plus 6 zeszytów Hali ze szczegółowa dokumentacją występów). Robiły to bez względu na okoliczności, w tym takie, że nad głowami latają bomby, a one siedzą przez tydzień w ciemnej piwnicy. Fragmenty z ich notatek znajdziecie Państwo na tej stronie.

Nasze życie będzie jedną wielką pogonią za pięknem. Zawsze widziałyśmy, że skończymy na scenie.

Maluśkie, a szczególnie Hala przez całe życie pisały pamiętniki, robiły zdjęcia i szczegółowo dokumentowały, każdy występ i artykuły o sobie w prasie. Dokumentację prowadziły od lat 30. do połowy lat 90.

Danuta (ur. 1922-zm.2008) mając 18 lat wstąpiła do Związku Walki Zbrojnej (ps. Danusia). Po konspiracyjnym kursie sanitarnym została łączniczką i sanitariuszką w plutonie por. „Stasinka” – dr. med. Stanisława Janusza Sosabowskiego (syna generała). Należała od 1943 roku do Kedywu oddziału warszawskiego Armii Krajowej, gdzie wykonywała wiele akcji sabotażowych i bojowych. Po wojnie skończyła Państwowy Instytut Sztuki Teatralnej w Łodzi prowadzony przez Aleksandra Zelwerowicza. Na drugim roku wygrała konkurs na spikerkę polskiego radia, z którym współpracowała przez 75 lat. Największą popularność przyniosła jej audycja Kazimierza Rudzkiego „Wesoły kramik”. Grała też na scenie Teatru Wojska Polskiego pod dyrekcją samego Leona Schillera, a w Warszawie w Teatrze Syrena pod dyrekcją Kazimierza Rudzkiego ze znakomitościami takimi, jak: Stefcia Górska, Ludwik Sempoliński, Adolf Dymsza, Hanka Bielicka i Alina Janowska. W czasach dyrekcji – Kazimierzem Dejmkiem w Teatrze Polskim pracowała nad impostacją głosu aktorów. Mawiała, że „teatr bierze duszę we władanie”.

Mówią, że na scenie jesteśmy duże i nikt by nie uwierzył, że maleństwa w życiu. Scena robi z nas istoty zewnętrznie.

Danusia w scenie z Janem Kobuszewskim, Teatr Klasyczny Warszawa, 1951 rok

Danusia była pionierką w podkładaniu głosu, czyli dubbingowaniu. Jej głos znały miliony dzieci w PRL-u. Czytała w telewizji kultową bajkę pt. Gąska Balbinka. Użyczyła głosu też jednemu z chłopców w filmie O dwóch takich, co ukradli księżyc, Bolkowi w Wielkiej Podróży Bolka i Lolka – pierwszym polskim pełnometrażowym filmie animowanym, który miał ponad 8, 5 miliona widzów. Żadna polska animacja do dziś nie pobiła tego rekordu. Ciepły, dźwięczny i młody głos Maluśkiej przez całe lata wykorzystywali producenci bajek i filmów dla dzieci.

Gąska Balbinka ulubiona bajka dzieciaków w PRL-u, głos Danusi z bajek słuchanych w radiu czy płyt docierał do milionów Polaków

Halina, nazywana przez całe życie Halą (ur. 1914- zm. 2014) uprawiała na scenach taniec indywidualny/wyzwolony, który był sztuką w latach 30., tworem swojej epoki i umarł wraz z nią. Polityczne układy zniszczyły ten bujny nurt tańca estradowego. Był to kierunek sztuki, który pomagał tancerzom w wszechstronnym rozwoju ich człowieczeństwa, domagając się obserwowania życia, uczestnictwa w nim i czerpaniu z niego inspiracji. Bardzo dobrze zapowiadającym się początkiem do wielkiej kariery Hali, po wygraniu ostatniego przed wojną Międzynarodowego Festiwalu tańca w Brukseli w 1939 roku, była propozycja koncertowego tournee po Europie. Miała trwać od października 1939 roku złożył ją Hali światowy impresario tańca Zygmunt Rosner. Niestety ten cudowny pomysł legł w gruzach z powodu wybuchu wojny.

Fantazje, tematy i postacie baśniowe najbardziej mnie pociągają i choć wiele osób radzi mi specjalizować się w tańcach ludowych – myślę, że raczej pójdę w kierunku bajek.

Prof. Hoyr „stawia podbicie” do tańca klasycznego Halinie Mancewiczównie. 15 kwietnia 1937 rok., obok w sukience w kratkę w drodze na egzamin

Halina na scenach, estradach wystąpiła od 1941 do 1972 roku ponad 2 tysiące razy! 10 dni po zakończeniu Powstania Warszawskiego narażając życie, wróciła do miasta ruin po zakopane przed wygnaniem kostiumy sceniczne. Kiedy je zakopywała, pilnujący jej Niemiec zapytał: po co? Czy ty wiesz, czy będziesz żyła? Opowiedziała krótko: a jak będę żyła, to jest cała moja przyszłość, cały mój warsztat pracy w tej walizce. Taniec był jej całym światem. Miała wielki talent!

Układa mi się pomału i życie i występy. Mimo intryg, mimo szkodzenia mi przez życzliwe koleżanki popycham się pomału naprzód.

Nigdy się nie poddawała, do końca pracowała idąc z duchem czasu. W wieku 70 lat w latach 80. została instruktorką modnego wówczas Aerobicu. A do 93 roku życia prowadziła zajęcia z elementami baletu dla pań.

Hala w tańcu i kapeluszu. Ostatnie zdjęcie wykonane jest po wojnie na dachu domu. Z tyłu widok na Wisłę

Patroni